· 

Szwajcarskim pociągiem czas zacząć

Czasy gimnazjum i liceum spędziłam na raczej, domatorstwie.

Miałam dużo kreatywnych pomysłów, ale poza ich realizacją, nic wielkiego się nigdy nie wydarzyło w moim życiu.

 

Do czasu gdy namiętnie po maturze szukałyśmy  z moją przyjaciółką pracy za granicą, tak na wakacje. Szukałyśmy wszędzie, im dalej tym lepiej, im dłużej tym korzystniej, im trudniejsza praca i język, tym ciekawiej. No, nareszcie dokopiemy wszystkim, pokażemy jak to jest prawdziwie pracować i to tuż po maturze, myślałyśmy. Jedna wyjechała do Szkocji, a druga, ja do Szwajcarii.

 

Kiedy dostałam telefon zwrotny, że mogę się pakować i przyjeżdżać, skakałam z radości. Nigdy nie jeździłam na dalsze wycieczki, moi rodzice sami nigdy nie urządzali sobie wakacji, praca, brak czasu, a może motywacji, bo nigdy tego nie było, więc i po co. We mnie chyba już zawsze drzemał duch przygody. Przysięgam, to był jeden z lepszych dni w moim życiu . Kilka dni później pojechałyśmy z mamą kupić walizkę, no, bo przecież córka nigdy dalej nie wyjeżdżała, a to i nie miała żadnej porządnej i większej walizy. A kolejne kilka dni później siedziałam w autobusie na krakowskim dworcu. Przez okno machała rodzina, mama z łzami w  oczach, a ja szczęśliwa i podekscytowana. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moja osobowość od tamtego czasu przeogromnie się zmieni....

 

 

Wrócę do tego. Znajdźmy się tu i teraz wśród formaliny.

 

Odbyłam dzisiaj 3,5 godzinne zajęcia z organomorfologii. Co tydzień mamy tutaj zajęcia na trzecim roku, na których każdy dostaje swój region anatomiczny, zwłoki na 6 osób i naszym zadaniem jest preparowanie poszczególnych mięśni, nerwów, naczyń itd. Później przychodzą do nas asystenci i odpytują, każą pokazać to i owo. Super jest! I choć jestem mega emocjonalnym słabeuszem i zawsze wydawało mi się, że a) nie dam rady na medycynie b) nie będę w stanie zobaczyć, a co dopiero kroić martwego człowieka, to teraz wiem, że wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. I chociaż pałętają się odcięte nogi, głowy, mózgi, nerki, to my twardo robimy co należy.

 

Zawsze jestem tą, która spada z zajęć najwcześniej jak się tylko da. Kombinuje, nie chodzę, wymyślam. Kto mnie zna, ten wie ; ) Jednak dzisiaj musieli mnie wyrzucać z zajęć, bo asystenci chcieli iść już do domu, a ja dłubię i dłubię tą pęsetą, bo chcę znaleźć, nareszcie cholerny nerw pachowy! Mam dziadostwo, mogę się spokojnie ulotnić.

 

" Jak się masz ?" Słyszę dzisiaj. Hm, dziwne, przecież dotychczas nikogo z Polski nie spotkałam na uniwersytecie. Obracam się, a tu chłopak z bardzo wyraźnym akcentem, który jest ewidentnie Austriakiem. Dowiaduję się, że jego mama pochodzi z Polski. Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań po polsku i stał się moim kumplem od razu. To takie zboczenie odkąd jestem za granicą. Wszyscy Polacy to moi ziomale, nie muszą się nawet więcej wykazywać, tak jest, ot tak. No poza panią Piggy w drogerii Bipa. Pani ta nie wie, że ja też jestem z Polski, kiedyś podłyszałam całkiem przypadkiem. Pani ta też nie wie, że jej nie lubię, bo słyszę często jaka jest wredna do swoich pracownic. Ja tylko czekam na moment słodkiego wyjawienia prawdy i mini zemściki. Takiej małej, większej się boję, bo, wiem, że karma wraca.

 

Miłego wieczoru!

 

Write a comment

Comments: 0