· 

Za kilka godzin Sahara pod stopami

Dokładnie 11 lat temu pisałam na swoim dollsowym blogu.

 

‚Tak sobie ostatnio myślałam co mogę robić w przyszłości. No i wymyśliłam! Po gimnazjum idę do liceum, później na studia (na razie nie napiszę jaki kierunek). A potem bardzo chciałabym wyjechać na misje, np. do Afryki.‚

 

Strasznie mnie ten tekst przeszedł jak prąd przez naszą zepsutą mikrofalówke.

Wierzę, że los można odmienić swoimi myślami. Bo od myśli zaczyna się wiara i motywacja. A później czyn. I nawet dzieci tę potęgę znają. I ryczą w niebogłosy jak sobie upatrzą jakąś zabawkę . Wiedzą, że im dłużej i głośniej tym większa szansa, że ich rodzice się zgodzą na jej kupno ( bo mają już później dosyć tego ryku swoich malutkich). Ja też ‚ryczałam’ i dostałam się na wymarzone studia. A teraz spełniam swoje kolejne marzenie– z tym, że niestety nie jadę na misję, a moja pomoc dla Kenijczyków będzie mocno ograniczona. Jednak tak, lecę do Afryki. I może uda mi się wywołać uśmiech chociażby na kilku twarzach. Wszystkie czynniki obróciły się w moją stronę .Bo mocno w to wierzyłam.

 

Wylot do Kenii jest już za kilka godzin. Tylko 1 raz krótkiego spania i z rana wyruszamy. Na początku z Monachium, a później z przesiadką w Frankfurcie. Później już tylko wolność. Bo tak nazywam stan kiedy opuszczam codzienność i ani na krztę nie zabieram jej ze sobą. Będą tylko czerwone ziemie i kontrastowe do nich zielone lasy, będą Kenijczycy i ich szczupłe kończyny niczym szyje żyraf. Będzie też ugali czyli papka zrobiona z kukurydzy, którą Kenijczycy jedzą do każdego dania. To tak jak na polskiej dobrej wsi je się ziemniaki tonami, tak oni ubóstwiają ugali. Z tą różnicą, że ziemniaki smakują. A ugali? No właśnie.

 

Z pakowaniem to straszna sprawa. Trzeba wziąć wszystko potrzebne jak na każdą inną wycieczkę, plus to co potencjalnie może się przydać: tabletki na wszystkie możliwe dolegliwości, ponaddodatkowa para butów i kurtki na wszystkie możliwe okazje, bo temperatura waha się dosyć sporo w zależności od pory dnia.

Zajęło mi to około tydzień planowania i dwa dni kompresowania w 2 walizki.

Zgadnijcie jak poradziłam sobie z wizją ciągnięcia za sobą około 40 kg bagażu. Zaproponowałam Jogiemu, że go spakuję. Jakże rześko mój ukochany zareagował na ten pomysł. I nawet nie zorientował się, że waga jego walizek wzrosła o jakieś 10 kg, a moja o tyle zmalała.

 

No to co, komu w drogę temu czas. Do usłyszenia zza równika!

 

Write a comment

Comments: 0