· 

Czas na historię jak dostałam się na studia medyczne w Wiedniu

 A historia ta łatwa nie jest, ani na dwie linijki. Sfinalizowanie za to mogę podsumować kilkoma słowami: TO BYŁA NAJLEPSZA DECYZJA!

 

Największym sprawcą tego, że tutaj jestem na studiach jest Krzysiek, którego odnalazłam na facebooku. Krzysiek także przeniósł się ze studiów w Polsce do Wiednia i dał mi nadzieję, że jest to możliwe. Powiedział: „z tym jest jak z siłownią, jak nie boli, to nie będzie efektów”. Odpowiadał na wszystkie moje durne pytania. Chciałabym być „Krzyśkiem” dla każdej osoby, która zechce studiować w Austrii.

 

Swoje opowiadanie zakończyłam w Wrocławiu. Wrocław był wspaniały, budynki uczelni przepiękne, niedaleko (wcześniej byłam nauczona jeździć 18-26 godzin autobusem- Szwajcaria, Londyn, co za psikus jest zatem jechać 4 godziny do Wrocławia). Niestety Wrocławiu nie dałeś mi jednej szansy- na studia stacjonarne. Po roku studiów podeszłam jeszcze raz do matury, zdałam wybitnie ( nareszcie jasny szlag!) i dostałam się na studia stacjonarne do Bydgoszczy. Pojechałam.

 

Bydgoszcz była kolejną cudowną przystanią w moim życiu, chociaż przed przyjazdem miałam potężne stresobóle brzucha i milion wylanych łez za Wrocławiem, lubiłam Was ” Bydgoszcze”. Znów krótko i…zdążyło się wiele zmienić.

 

Po roku, czyli po moim drugim roku studiów, jakimś cudem udało się mi wyjechać na praktyki do Wiednia. Lekarz rodzinny, 13. Bezirk. To były wakacje, love vibes dopisywało, a więc i poznałam J. Spędziłam wakacje z tym prawie, że nieznajomym we Włoszech i zakochałam się na zabój. Tak, że po wakacjach walczyłam z całych sił, by nasz związek nie był na odległość. Pisałam do Wiedeńskiego Uniwersytetu Medycznego, dzwoniłam, wypłakiwałam do słuchawki. Wszystko by tylko zawarli umowę z moją uczelnią i bym mogła tam wyjechać na Erasmusa. No i udało się. Kosztowało mnie to sporo energii, czasu, do tego wymogiem było, że zrobię około 40 ectsów na semestr. Załatwione.

 

W lutym 2016 byłam już z J.

Po miesiącu erasmusowania zdecydowałam się, że spróbuję sił w teście wstępnym na studia tutaj- matura się nie liczy, tylko ten tzw. ” Aufnahmetest”. To była istna ” siłownia„. Nauka śniła mi się po nocach, koszmary sprzed matury wróciły.  Medycyna po niemiecku, a do tego przygotowania do testu. Ach ile kryzysów było. Wiedziałam, że chcę zostać z J, i chcę nadal studiować medycynę, więc musiałam mieć bardzo dobry wynik z testu. Nigdy nie zapomnę tej wspaniałej fali szczęścia 8 sierpnia 2016. Byliśmy wtedy na wakacjach w Rzymie, wiedziałam, ze wyniki przyjdą w ten dzień. Nie spałam dobrze. To była noc z największą liczbą snów i wersji tego co stanie się kiedy otworzę listę. Moje nazwisko, Studiumplatz: ja. DOSTAŁAM SIĘ!!! Obudziłam J, wyszarpując z niego tą rzymską kołdrę i wtedy już wiedziałam, że jestem ponadwyjątkową szczęściarą.

 

No to jeszcze raz: „z tym jest jak z siłownią, jak nie boli, to nie będzie efektów”

Write a comment

Comments: 0