· 

5 rzeczy, które warto wiedzieć przed przyjazdem do Kenii

 

Ubezpieczenie zdrowotne nie jest konieczne.

Miałam okazję się o tym przekonać na własnej skórze. Jako, że zawsze martwię się na zapas i przewiduję różne przeciwności losu, wykupiłam pakiet ubezpieczenia za 200 złotych w Polsce. Tak się zlożyło, że byłam zmuszona skorzystać z pilnej pomocy medycznej, kiedy przez kilka godzin miałam bardzo silny ból brzucha, gorączkę, aż w końcu straciłam przytomność. Za wizytę lekarską i antybiotyki zapłaciłam łącznie około 10 zł. Musiałabym się jeszcze dużo nachorować, żeby moje ubezpieczenie zdrowotne się opłaciło.

 

W Kenii nie jest tanio.

Ceny supermarketów powalają- w więszości produktów obowiązują ceny krajów zachodnioeuropejskich. Ciężko się dziwić, że wiele Kenijczyków nie używa antypespirantów, ani pasty do zebów- koszt za obydwa około 20 zł, czyli często jedna dziesiąta ich miesięcznej pensji. Ceny w małych sklepikach na wsiach są ok- ale tam nie dostaniemy nic poza mango i bananami.

 

Mniej sukienek, więcej ubrań safari.

Zawsze bawił mnie styl ubierania safari, wielkie czapy, spodnie khaki i sandały. A teraz co? Sama stałam się takim pospolitym przykładem. Po pierwsze ubierając się w kolory ziemi będzie mniej widoczne, że jest się całym w kurzu opętanym. W Kenii jest bardzo sucho i tego brudu nie da się uniknąć. Po drugie Kenijczykom jest zawsze zimno i nigdy nie odsłaniają za bardzo swoich ciał, więc przy karnacji białej jak ściana,  można się bardzo wyróżniać się ze swoim odkrytym ciałem - co niekoniecznie zawsze jest dobre.

 

Woda to luksus. Prąd też nie zawsze.

Mimo, że w naszej lokalizacji była zapewniona woda, to z biegiem czasu i suszy , udostępnianio wodę tylko 1 raz na dzień. Polecam, więc wziąć ze sobą w większej ilości chusteczki nawilżane. Podobnie z prądem. Jeśli wiatr przewrócił drzewo na słup elektryczny, to naprawa następowała z kilkudniowym opóźnieniem. Warto mieć powerbank i zawsze korzystać z prądu kiedy jest. Problem ten nigdy nie występował w mieście, albo jakimś większym kompleksie turystycznym, ale na wsi, w środku niczego, tak jak w moim przypadku, niestety tak.

 

Ugali nie smakuje. Tak jak wiele potraw.

Nie smakuje ani dobrze, ani źle, smakuje nijak. A to wszystko przez to, że Kenijczycy nie lubią przypraw, co dopiero soli. Niektórzy biegacze z Europy w campusie, w którym nocowałam zabrali ze sobą przyprawy i dosypywali tych cudów przy obiedzie. Ja zawsze walczyłam ze sobą, by jeść i delektować się tym wszystkim takie jakie jest, tak jak inni siedzący obok Kenijczycy, w głębi duszy jednak chciałam się poddać i wysypać tonę tych przypraw i poczuć na nowo, że mój język nie jest martwy i posiada jeszcze kubki smakowe.

 

 

Na koniec mogę tylko dodać: Kenia jest niezwykle pogodnym i przyjaznym narodem. Ludzie nie maja zbyt wiele, często brakuje im podstawowych rzeczy, wody, ubrań, butów, lekarstw, a pomimo tego są bardzo pomocni i wiecznie roześmiani.

Człowek uczy się tak wielu wartości w bardzo krótkim czasie, więc TAK.

Zdecydowanie polecam Kenię!

Write a comment

Comments: 2
  • #1

    Ola (Saturday, 03 March 2018 17:27)

    Woda to towar deficytowy, to chyba problem nie tylko Kenii ale całej Afryki i części Europy, a nawet Polski, która nie dba o zasoby wody pitnej

  • #2

    malewojaze.pl (Saturday, 03 March 2018 18:32)

    Dobrze opisane ciekawostki z własnych doświadczeń i piękne zdjęcia! Jestem w szoku, że produkty w Kenii są tak drogie - zawsze myślałam że w tym kraju jest raczej tanio..