Kącik informacyjny - studia medyczne w Austrii

 

 

- studia odbywają się tylko w języku niemieckim,

- nauka jest bezpłatna,

- istnieje możliwość przeniesienia się bezpośrednio na roczniki wyżej, jeśli już się studiowało medycynę,

- poziom nauki jest do ogarnięcia, podobnie jak język :)

 

Jeśli macie jakiekolwiek dalsze pytania, zapraszam do zakładki kontakt.

 

Lekarz, który walczył o swoje marzenia, będzie zawsze równie mocno walczył o swoich pacjentów.


 

 

Słuchajcie!

 

Do 30.03 należy się zarejestrować i opłacić koszty rekrutacji. 

Nie potrzeba przy tym na razie żadnych dokumentów, certyfikatów językowych ani świadectw ze szkoły, a więc... do dzieła wszyscy Ci, którzy chcą spróbować swoich szans.

 

Test odbywa się 06.07.18. 


   Wiedeń klasyk:

https://www.meduniwien.ac.at/web/studium-weiterbildung/anmeldung-zulassung/

 

Innsbruck dla ludzi gór:

https://www.i-med.ac.at/studium/zulassung/

 

Graz totalny przytulas:

http://www.medunigraz.at/humanmedizin/zulassung/

 

Linz mały, ale wszędzie blisko:

http://www.jku.at/content/e262/e242/e2380/e261886/e261987



Weekend w Czechach. Mikulov

Słońce świeci, powietrze pachnie wiosną, nie chcieliśmy z Jörgiem siedzieć w mieszkaniu. Jako cel popołudniowego wypadu wybraliśmy małe miasteczko w Czechach-  Mikulov. Droga z Wiednia zajęła nam zaledwie 50 minut. Wprost z granicy, wjeżdża się do miasteczka, przez co zupełnie omija się opłaty za czeskie autostrady. 

Wyjazd był planowany na szybko i to zaledwie na kilka godzin, a więc nie mieliśmy ze sobą czeskich koron. Miły pan, pracownik  sklepu z winietami na granicy poradził, by wymienić euro na korony, nie w kantorze, a w bankomacie. Przygodę z czeskimi kantorami i naciąganiem na fałszywy kurs przeżyłam już w Pradze, a więc chętnie skorzystałam z porady. Przelicznik był znośny, ale też kwota niewielka. Planowaliśmy tylko zjeśc obiad i trochę pozwiedzać. 

Jeśli przybywacie do Mikulov samochodem, warto już od razu po wymianie pieniędzy rozejrzeć się za miejscem, sklepem lub kawiarnią, która zechce wymienić bankoty na monety. Potrzebne są do opłaty biletu w parkomacie. Wymiana wcale nie jest taka łatwa. Po nieudanej próbie w kawiarnii, udaliśmy się do supermarketu Billa, gdzie niepomyślana ja zrobiłam zakupy, a jako resztę otrzymałam 200 koron. Szczęśliwa wróciłam do Joerga z kofolą,czeskim napojem, zapominając po co tak naprawdę przyjechaliśmy do tego supermarketu. Wciąż żadnych monet. Byłam już tak zła na siebie i na stracony czas, że udałam się do tej samej kawiarnii, zamowiłam dwa ciastka i zapłaciłam wielkim banknotem. Udało się, dostałam wreszcie te monety.

 

 

 

Główną atrakcją miasta jest  barokowy zamek na wzgórzu, w centralnej części miasta. Część została wybudowana już w 11. wieku. Chociaż takiej zupełnej starości tego pałacu nie widać, a to dlatego że ponad 50 lat temu zamek został zniszczony przez pożar i dopiero powoli zaczął być remontowany. Budowla robi naprawdę wrażenie! Małe miasteczko, a taki kawał historii i to jeszcze w pięknej lokalizacji. W środku znajdują się muzea, jeśli ktoś je kiedyś obejrzał chętnie posłucham rad, czy warto. Strasznie mocno wiał wiatr, a ja koniecznie chciałam piękne zdjęcia. Poprosiłam Jörga o naprawdę małą, króciutką sesję. W tyle miejsc jeździmy, a zdjęć jakoś mało. Ciekawa jestem, ile procent z czytających kobiet też ma chłopaka, który "uwielbia" robić zdjęcia. Szybko zorientowałam się, że mam dwóch przeciwników zdjęć: zdemotywowanego i znerwicowanego chłopaka, no i ten silny wiatr. Oddałam się zatem w spacer i odgarnianie włosów z mojej twarzy zapominając o zdjęciach.

 

Podczas spaceru było bardzo niewielu ludzi. Turystów prawie żadnych. Miało to swoją magię. Oddawało to miejsce w całości.

 

Kiedy już przejdziecie wzdłuż zamku i znajdziecie się znowu na dole, warto udać się do fajnej, czeskiej restauracji. W samym centrum. znajduje się restauracja pod nazwą Sojka & spol. Miejsce znajduje się jako pierwsze na liście polecanych restauracji w Mikulov na tripadvisor i wcale nie przypadkiem. W menu jest wiele potraw, które mają swój włoski akcent, ale co skradło nasze serca to burgery. Mój był wegański, z grubą warstwą przysmażanej cebuli ( od tego czasu sama przyrządam w taki sposób burgery, tak mnie zainspirowali! ) , a do tego prawdziwe frytki z sosem miętowym. A do picia? Coś czego kubki smakowie nigdy nie zapominają. Napój pod nazwą, która miała coś do czynienia z lemoniadą i lawendą. Jak się później okazało lemoniada to nie była. Tak są nazywanie ogólnie zimne napoje w Czechach, a także w Austrii. Napój ten to była woda, z kostkami lodu, o barwie karmelowej i smaku lawendy. Nie był słodki, ale bardzo aromatyczny. Było to coś nad wyraz specjalnego. Skardł moje serce ten lawendowy eliksir od pierwszego łyka. Na dole, pod restauracją znajduję sir firmowy sklep restauracji i jestem pewna, że ta esencja lawendowa tam się znajduje. Ja kupiłam 1 buteleczkę, by móc powracać do smaku w domu, ale okazało się, że to był syrop i nie smakował tak jak w restauracji.

 

 

 

 

Pozostaje nic, jak tylko powrócić do Mikulov. Do zamku i napoju lawendowego.

A jeśli planujesz dłuższy weekend, prosto z Mikulov zapraszam do Wiednia!

 

5 Comments