· 

CHO(lera)ROWAŁAM w Kenii

Kiambogo, wioska pośród niczego.

 

A ja już pół dnia umieram z bólu brzuchu. Nassałam się ketonalu, nifuroxazidu i leków rozkurczających. Niestety dalej cierpię. Wszyscy naokoło sieją panikę MALARIA! Kilka minut później wychodzę i mdleję.

 

Obudziłam się. Nade mną Jörg i wianuszek Kenijczyków. Zorientowałam się, że mamroczę cały czas do innych po polsku. Po chwili doszłam do siebie. Zadecydowano, że trzeba jechać do lekarza. Myślę sobie, w tej całej tragedii to jest jakiś plus, bo już zawsze chciałam zobaczyć jak działa pomoc medyczna w Kenii. Oczekałam się na transport, po czym w naprawdę luksusowym samochodzie, jak na te horyzonty, z zwycięzcą maratonu w Dublinie jako kierowca i ukochanym u boku, JADĘ DO LEKARZA.

 

Wytrzepało mnie za wsze czasy, bo dróg niestety porządnych tam nie ma, a raczej ma się wrażenie jazdy przez 'pole'. Do tego kurzu co nie miara, trzeba było zamknąć okna, bo kurz sypał w oczy no i po tapicerce.

 

 

Po około 30 minutach drogi dotarliśmy do przychodni. Drzwi zamknięte na wszystkie spusty. Kierowca zadzwonił na numer telefonu z  karteczki wywieszonej przed budynkiem. Za chwilę ma się ktoś zjawić. Kolejne czekanie. A ja czuję się coraz słabiej. 

 

Nareszcie nadeszła dziewczyna, recepcjonistka jak się szybko okazało. Poprosiła mnie o dane. Imię i nazwisko potrafiła zapisać tylko z błędami, ale nie interesowała ją moja sugestia przepisania poprawnie wszystkiego z paszportu. W Polsce to by były istne jaja, gdyby dane pacjenta się nie zgadzały. Obojętnie, grunt to spotkanie z lekarzem. Zabrała mnie do gabinetu, a tu moim oczom ukazała się...

 

SIOSTRA ZAKONNA

How can I help you? Czyli to jest lekarz.

Próbowałam dokładnie opisać historię (medyczny angielski nie poszedł w las, gorzej z casual english). Siostra nie znała leków które zażyłam. Może w Kenii mają inne standardy, a może przeciwbólowo bierze się tylko paracetamol.  Później mierzenie ciśnienia i krótkie uspokojenie: Jeśli jesteś w Kenii tylko 1 tydzień to za wcześnie na malarię. Czas inkubacji zazwyczaj wynosi około 21 dni.

(Ha, dokładnie dzisiaj mijają 3 tygodnie, strach, strach, strach).

 

TERAPIA

Siostra stwierdziła, że to zatrucie. Powinnam pić dużo herbaty z mlekiem i jeść mango. Przepisała mi leki przeciwbólowe i antybiotyki, które później z ogromnego kubła wyciągnęła dla mnie recepcjonistka i odliczoną liczbę włożyła do woreczka.

 

RACHUNEK

Za wizytę oraz leki zapłaciłam 300 szylingów kenijskich, czyli około 10 złotych.

 

 

Po tej wizycie doświadczyłam smutnych faktów o kenijskiej służbie zdrowia:

-na wsiach nie ma ambulansów, ani żadnej innej oficjalnej możliwości dostania się do szpitala,

-dojazd, a także oczekiwanie na lekarza trwa wystarczająco długo, by mogło być sprawą życia i śmierci w ciężkich przypadkach,

- około 40 % Kenijczyków jest bezrobotnych, czyli jako bez ubezpieczenia, muszą płacić za każdą pomoc medyczną, niestety jest to dla nich w takim stanie praktycznie nieosiągalne,

- kobiety ciężarne rodzą zazwyczaj w domu i jest to absolutnie normą, jeśli ktoś ma troszkę pieniążków to jest umawiana data- przewidywany termin porodu- i kobieta ma się wstawić wtedy do szpitala i oczekiwać na dziecko,

 

To wszystko składa się na średnią życia w Kenii, jedyne 62 lata.

 

Całe zdarzenie pokazało mi jedno. Jestem szczęściarą mieszkając w Europie.

 

 

Write a comment

Comments: 4
  • #1

    Turkusowa (Monday, 05 March 2018 18:34)

    Ciekawy wpis, chociaż smutne jest to, jak wiele informacji pokryło mi się z tymi, które przeczytałam w reportażu z 1980 roku... ;(

  • #2

    Marysia (Monday, 05 March 2018 19:09)

    Dużo zdrowia życzę.

  • #3

    Bartusiowy Blog / Dorota Ziołkowska (Monday, 05 March 2018 20:23)

    Przerażajace i smutne jest to, jak w wielu jeszcze krajach wygląda opieka medyczna :-( Całe szczęście, że dla Ciebie wszystko skończyło się dobrze :-)

  • #4

    Alma (Tuesday, 06 March 2018 20:38)

    Smutny ale i ciekawy wpis. My tu narzekamy na NFZ podczas gdy istotnie, mamy wiele szczęścia.
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!